Moje przygotowania do sesji tarota

Moje przygotowania do sesji tarota

Moje przygotowania do sesji tarota


Sesja tarota jest dla mnie jak rytuał. Dziś chciałam się z Tobą podzielić swoimi doświadczeniami, ale i spostrzeżeniami odnośnie tego, czym ona dla mnie jest. Opiszę jak się do takiej sesji przygotowuję, jak się na po niej oczyszczam i uziemiam. Wspomnę również w jaki sposób zabezpieczam siebie, a właściwie przestrzeń, w której będę prowadziła sesję.
Jeśli więc chcesz poznać moje rytuały tarotowe, przygotowania i czynności, które wykonuję, żeby po półtoragodzinnej rozmowie wrócić do równowagi – zapraszam do lektury.

Kiedy data i godzina są już z klientką lub klientem ustalone i wszelkie formalności dokonane, wówczas wiem jak rozplanować sobie wszelkie inne działania, żeby mieć czas na odpowiednie przygotowanie się do sesji. Czasami moje przygotowania są proste, innym razem poświęcam im nieco więcej czasu. Zawsze jednak robię to z pełnym zaangażowaniem i intencją. Tutaj nie ma miejsca na chaotyczne działanie i rozmowę prosto z biegu. Zdarzało mi się już przekładać sesję, ponieważ okoliczności nie pozwoliły mi na chwilę oddechu czy na odpowiednie przygotowanie. Nie znoszę robić tego ot tak z marszu, więc bardzo zwracam na to uwagę.

Moje przygotowania do sesji tarota

Nie piszę tego tylko po to, żeby pokazać Ci, jaka to jestem idealna, uduchowiona, i jak serio podchodzę do tego co robię. Oczywiście, moją pasję tarotową traktuję od ładnych kilku lat bardzo poważnie. Jest to nie tylko moja droga życiowa, ale także praca. Natomiast poniżej opisane czynności wykonuję również dlatego, żeby czuć się dokładnie tak, jak chcę się czuć. Kiedyś nieustannie narzekałam, że wszędzie się spieszę. Czasami nawet miałam wrażenie, że jestem rozszarpywana na wszystkie strony i nic dla mnie nie zostaje. Takie podejście jest dla mnie praktyką uważności i koncentracji, ale przede wszystkim celebrowaniem chwili.

BTW, na naszym ostatnim wiedźmim zlocie w Wolimierzu, jeden ze wspólnych rytuałów poświęciłam na nazwanie dokładnie tego, co mi przeszkadza, gdzie czuję, że muszę się od tego uwolnić, co mnie blokuje. Zapisałam to wszystko, a nawet wyraziłam graficznie.

Z perspektywy czasu czuję, że to działa.

Jak zapewne wiesz, od ponad dwóch lat uczę się i praktykuję magię ceremonialną. Przeczytasz o tym w poście Magia to Potęga. To właśnie ta nauka i te doświadczenia pozwoliły mi rozbudować swoje małe rytuały, mające na celu przygotowanie przestrzeni i siebie samej do sesji tarotowej

Na samym początku zawsze zapalam świece . Jedna jest świecą ołtarzową, która pali się codziennie. Druga – dedykowana tylko i wyłącznie do pracy z kartami, zapalana jest na początku moich przygotowań. Pali się ona jeszcze jakiś czas po zakończeniu sesji tarotowej z klientem.
Dobrze, świece zapalone, przejdźmy więc dalej. Co dokładnie robię?

Krok pierwszy : OCZYSZCZANIE

Najpierw oczyszczam przestrzeń, czyli mój gabinet – mój magiczny pokój. Robię to na różne sposoby. Czasami jest to okadzanie: białą szałwią – energia żeńska, potem palo santo – energia męska. Uwielbiam te zapachy i zawsze podczas okadzania wypowiadam małą inkantację:

Pełna Anliza - Rozkład Roczny
Pełna Anliza - Rozkład Roczny

Oczyszczam przestrzeń mojego czynienia i oczyszczam siebie abym mogła (i tu mówię to, do czego się właśnie przygotowuję).

Inkantację zawsze powtarzam trzykrotnie.

Przy tym wszystkim pamiętam, by przesuwać kadzidłem w kierunku odwrotnym do ruchu wskazówek zegara – przecież oczyszczam, a więc odpędzam  wszelkie negatywne energie, które mogły się w mojej przestrzeni nagromadzić.

Jeśli nie mam ochoty na białą szałwię ani palo santo – zapalam wówczas kadzidło z drzewa sandałowego, które także pięknie oczyszcza i przygotowuje przestrzeń na wszelkie ezoteryczne czy magiczne działania.

Jeszcze innym sposobem oczyszczania, jakiego używam, jest kadzidło w płynie. Za granicą to nic nowego, ale w Polsce znalazłam je tylko w jednym miejscu (przynajmniej wtedy, kiedy szukałam). Kadzidło, o którym piszę, to mieszanka ziół słowiańskich skomponowana przez Republikę Słońca , zamknięta w buteleczce z atomizerem. Mieszanka zawiera także drobne kryształki dla wzmocnienia działania i – co dla mnie bardzo ważne – jest robione ręcznie w małych partiach, w wysokiej energii i bezwarunkowej miłości.

Kadzidło w płynie

Lubię przy tym słuchać różnej muzyki relaksacyjnej, jak np. muzyka czakralna.
Tutaj  znajdziesz link do mojej playlisty z taką właśnie muzyką.

Dodam jeszcze, że takiego rodzaju oczyszczenia dokonuję nie tylko przed każdą sesją tarota, ale sama też się oczyszczam regularnie.

Przynajmniej raz na kilka tygodni (na początku częściej, teraz w zależności od potrzeb), wykonuję mały rytuał oczyszczający i równoważący moje czakry i aurę. Czasami rytuały Nowiu Księżyca także temu służą.

Raz na kilka miesięcy wykonuję rytuał Oczyszczająco-Rewitalizujący. Jest to rytuał trzydniowy i naprawdę świetnie oczyszcza i odnawia moją energię.

OK, oczyściliśmy przestrzeń, co dalej?

Krok drugi: ENERGETYZOWANIE

Nie można zostawić takiej wyczyszczonej i jałowej przestrzeni. Teraz chcemy naładować ją oraz siebie pozytywną energią. Energią do działania lub taką, której akurat potrzebujemy.
Kiedyś często paliłam też żółtą świecę, żeby pobudziła moją intuicję. Oczyszczałam ją, namaszczałam odpowiednim olejkiem i za każdym razem kiedy potrzebowałam się wesprzeć – zapalałam. Chyba nie muszę tutaj dodawać, że uwielbiam świece i palę je często i namiętnie. 🙂

Żeby naenergetyzować swoją przestrzeń, zapalam dwa rodzaje kadzideł na zmianę. Najczęściej jest to kadzidło cynamonowe, które przepięknie energetyzuje. Mam też inne ulubione kadzidło – smoczą krew. Daje mi taki zastrzyk energii do działania, że sama się dziwię, a dodatkowo nieziemsko pachnie.

Dobrze jest więc zapalić kadzidełko, na przykład cynamonowe.

Jeśli jednak kadzidła nie są dla Ciebie lub ktoś z domowników nie toleruje takich zapachów – masz inną alternatywę. Możesz spokojnie użyć kominka zapachowego i do wody dodać kropelkę lub dwie wybranego olejku.
Możesz to robić na początku jak i na końcu  tego kroku.

Opisane powyżej kroki są moim wstępem i przygotowaniem do sesji tarota. Lubię mieć takie
30 minut dla siebie – co wcale nie oznacza, że zawsze mam tyle czasu. Na szczęście wszystkie te działania zajmują dosłownie chwilę. 🙂 To bardzo pomaga, a ja naprawdę uwielbiam proste metody.

Piękno jest w prostocie

Podczas sesji tarotowej wszystko: kadzidła, świece, olejki działają. Mogę spokojnie pracować i rozmawiać z klientami, równocześnie poświęcając im moją pełną uwagę i zaangażowanie – w końcu otrzymuję od nich zapłatę.

Przygotowuję się w ten sposób nie tylko wtedy kiedy mam umówionych klientów. Dokładnie takie same czynności wykonuję, kiedy kładę karty dla siebie.

Krok trzeci: UZIEMIANIE

Po zakończonej sesji potrzebuję jednak uziemienia, bardziej niż oczyszczenia – w tym wypadku wszystkie zabiegi przygotowawcze w zupełności mi wystarczają. Miałam nawet kiedyś ochronny skrypt runiczny, ale kiedy zorientowałam się, że spełnił swoją rolę (chwilami aż za bardzo), podziękowałam mu za ochronę i schowałam go, żeby być może w przyszłości ponownie go użyć.

Uziemienie, dla mnie, ma dużo większe znaczenie. Pozostawiona zapalona świeca dopełni domknięcia więzi, która powstała pomiędzy klientem a mną. Ja jednak, żebym mogła wrócić do równowagi, potrzebuję czegoś innego.

Lubię na przykład iść na spacer – nawet wieczorem. Moja psina jest z tego powodu bardzo szczęśliwa. Jeśli pora roku na to pozwala, chodzę na boso. Jeśli nie, siedzę na ławce w moim ulubionym miejscu nad jeziorem i chłonę energię natury i spokoju. Dzięki temu wracam do równowagi.

Pomaga mi też obejmowanie drzewa.

Siedząc tak na ławce – albo po prostu w domu, jeśli aura nie pozwala wyjść na dłużej na zewnątrz – powtarzam sobie małą mantrę (medytację, inkantację, zaklęcie, wizualizację), którą usłyszałam od innych czarodziejek. Lekko ją zmodyfikowałam i nawet zrobiłam sobie do niej małą malę. 🙂 Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że działa – przetestowałam na sobie.

Zapraszam Cię do wykonania tej krótkiej medytacji razem ze mną. Możesz do niej wracać zawsze gdy poczujesz potrzebę domknięcia i uziemienia.

Mantra / inwokacja na odzyskanie energii.

Usiądź wygodnie, zamknij oczy. Obie stopy (najlepiej bose) ułóż na podłodze – dobrze, aby kolana się nie stykały (zapewnisz sobie w ten sposób swobodny przepływ energii). Otwarte dłonie skieruj wnętrzem do góry i oprzyj je na kolanach lub udach. Weź kilka głębokich oddechów i wypowiadaj stanowczo następujące słowa:

1. Wzywam swoją energię z powrotem do mnie.

2. Wzywam swoją siłę z powrotem do mnie.

3. Wzywam swoją magię z powrotem do mnie.

4. Wracajcie do mnie.

Powtarzaj te słowa dokładnie w takiej kolejności, tyle razy ile tego potrzebujesz.
Ja dodatkowo, podczas wypowiadania słów inwokacji, przesuwam moją malę, między palcami, na kolejny koralik.
Wyobrażaj sobie jak Twoja energia, siła i magia wracają do Ciebie. Ja czuję ciepło w dłoniach (mimo że na początku nic się nie działo), które powoli się pojawia. Co ważniejsze, wraz z regularną praktyką, czuję jak na powrót mam chęć, siłę i energię do działania.

Na koniec całej medytacji, przyłóż dłonie do serca (najpierw lewą, a na niej prawą) i powiedz:

Abym mogła czynić dobro/ Abym mógł czynić dobro.

Zaobserwuj jak Twoje ciało odbiera i odczuwa wracającą do Ciebie siłę, magię i energię. Zaobserwuj, czy pod zamkniętymi powiekami dostrzegasz jakieś obrazy, kolory.

To tylko słowa – powiesz mi.

Tak wiem, że to tylko słowa – TYLKO i AŻ. Ale uwierz mi, słowa mają moc, a ich regularne wypowiadanie sprawi, że poczujesz różnicę.

Po sesji zawsze oczyszczam siebie, ale nie zawsze robię to z talią kart. To znaczy nie układam ich kolejno i nie okadzam za każdym razem. Talię oczyszczam tylko wtedy, kiedy poczuję, że jest taka potrzeba. Czynności, które wykonuję na początku – oczyszczanie i energetyzowanie – w zupełności wystarczą. 🙂 Nie mówię tutaj o nowych taliach. Na takie okazje mam inne metody.
Zawsze jednak kładę strażnika na wierzchu talii, i to jest dla mnie bardzo ważne.

Takim strażnikiem może być jedna z kart (u mnie jest nią karta Głupiec). Może być nim też kamień, który energetycznie rezonuje z tą właśnie talią lub jest dla właściciela talii kamieniem strażnikiem – kamieniem ochronnym.

Praktyka koncentracji serca

Od niedawna zaczynam zaprzyjaźniać się z jeszcze inną praktyką. Praktyka koncentracji serca od Danielle LaPorte również jest rodzajem medytacji, inkantacji i oddechowych ćwiczeń. Napiszę o niej więcej, kiedy troszkę dłużej z nią popracuję.

Generalnie w 2020 roku czuję ogromną potrzebę skoncentrowania się na swoim wnętrzu. Dlatego też szukam nowych metod na taką uważność, miłość i wdzięczność do samej siebie. Widocznie bardzo tego potrzebuję. Ten rok jest idealny, być może po to, aby zburzyć pewne struktury i zbudować je na nowo.

Odkrywanie Ameryki i takie tam

Nie odkryłam tutaj Ameryki (ostatnio, to określenie bardzo do mnie przylgnęło), ale czasami czuję potrzebę przypomnienia sobie, a co za tym idzie – innym, jak ważne są takie działania.
Każdy kto w jakikolwiek sposób pracuje z energiami, zawsze, ale to zawsze powinien pamiętać, żeby się chronić. Oczyszczać, dbać o swoją równowagę i energetykę. Szczególnie jeśli w sferze magicznej, energetycznej czy ezoterycznej spędza tak dużo czasu jak ja.

To jest moje podejście, więc jeśli którykolwiek z elementów Ci nie odpowiada, możesz z niego zrezygnować i zastąpić swoją własną metodą. Nie ma tutaj ścisłych reguł. Zachęcam Cię jednak do wypracowania własnej techniki na zachowanie równowagi i ochronę siebie.

To wszystko ode mnie. Napisz proszę, czy moje wskazówki były dla Ciebie wartościowe. Chętnie też poczytam, jakie Ty metody do tych celów stosujesz – człowiek uczy się całe życie. Daj znać w jaki sposób Ty przygotowujesz się do pracy z kartami tarota.

Buziaki, Beata.


Cały czas się uczę. Tarota mam nadzieję, będę się uczyć całe życie. Uczę się praktykować magię z intencją. Uczę się medytować z intencją. Generalnie uczę się działać z intencją. Uczę się także, jak pisać coraz lepsze teksty. To oznacza, że trzeba otworzyć się na ludzi i zaufać ich wiedzy i doświadczeniu. Tak też zrobiłam w tym przypadku. Niedawno rozpoczęłam współpracę z Asią Warywocką, która nie tylko świetnie potrafiła się odnaleźć w klimacie tekstów o tarocie (umówmy się, nie są to najczęściej czytane blogi), ale też świetnie potrafi podpowiedzieć, co można zrobić, a dokładniej – jak napisać – aby tekst był jeszcze bardziej zrozumiały i czytelny.


Zachęcam także do przeczytania „Magia to potęga.”

Materiały źródłowe

Warto przeczytać

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *