Remont, odświeżanie i odchudzanie mieszkania.

Remont, odświeżanie i odchudzanie mieszkania.

Remont, odświeżanie i odchudzanie mieszkania. Ciąg dalszy przeorganizowania swojego życia i swojej przestrzeni. Czyli trochę prywaty – tak – Tarocistka też człowiek. 😉

Pomysł na remont, odświeżanie i odchudzanie mieszkania przyszedł do mnie już jakiś czas temu, dokładnie na początku Września. Wpadłam na genialny pomysł, „delikatnego” odświeżenia mieszkania. Ot małe malowanie, odnowienie ścian, kilku dekoracji i wystarczy. Okazało się jednak, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Nic więc dziwnego (przynajmniej, jeśli o mnie chodzi), że zachciało mi się większej zmiany. Nie, nie burzyłam ścian i nie zaczęłam wywracać wszystkiego do góry nogami – choć chwilami tak to właśnie wyglądało. Ale po kolei.

Próbowaliście kiedyś remontować mieszkanie, nawet jeśli to tylko odświeżanie i malowanie, nadal w nim mieszkając? Tak, dokładnie! Zaczyna się od jednego pomieszczenia i wszystko się z niego wynosi – WSZYSTKO, a gdzie? Do głównego, największego pomieszczenia, w moim przypadku salonu / pokoju dziennego. Żyliśmy dosłownie jak w magazynie, choć ja czasami postrzegałam to inaczej. Zapewne oglądaliście programy, w których pokazane było, jak mieszkają ludzie z problemem zbieractwa – tak właśnie się czułam. Salon zawalony, że trudno się było w nim poruszać. Dlatego, że mamy w salonie kominek, więc tym bardziej trzeba było uważać.

Skąd wziął się pomysł?

Tak gdzieś po rozpoczęciu remontu – choć wydaje si się, że nawet chwilę przed, zapragnęłam mieć odrobinę więcej przestrzeni dla siebie. W moim domowym biurze / gabinecie, zaczęło mi się robić ciasno. Tak, zaczęłam obrastać w przedmioty ale i miałam wrażenie, że potrzebuję zmiany aby w spokoju pracować. Komfort otoczenia w którym pracujemy jest tak samo ważny jak jego przestrzeń – a w tym przypadku to właśnie przestrzeni mi brakowało.

Więc idąc tym tropem, postanowiłam zamienić dwa pokoje. W moim gabinecie / magicznym pokoju jest teraz sypialnia, a w mojej dawnej sypialni, moje domowe biuro. Przy okazji przenosin stwierdziłam, że naprawdę mam za dużo gratów, klamotów, ubrań, przedmiotów, butów (tak, buty to mój największy grzeszek – może zaraz po notesach i pisadłach) i wszelkiego innego tałatajstwa.

Tutaj znajedziesz więcej postów z serii: „Przeorganizuj swoje życie”.

Cały proces odgruzowania i wydzierania na nowo przestrzeni w moim mieszkaniu, zaczął się przed końcem Sierpnia. Kiedy to moja siostrzenica pokazała mi, jakie zakupy zrobiła, przygotowując się na początek roku szkolnego. Zaprosiłam ją do siebie i obradowałam ją TONĄ zeszytów, notesów, kołonotatników, notesików, długopisów, markerów, zakreślaczy, cienkopisów, naklejek wszelkiej maści – począwszy od zwykłych postit’ów, po najbardziej błyszczące i kolorowe naklejki do dekoracji np. plenerów. Żeby było jasne, ja NIE ozdabiam swojego travelersa, więc nie odpowiem na pytanie, po co to zbierałam. Zebrała się tego całkiem pokaźna torba i młoda z mega uśmiechem na ustach ruszyła do domu zaopatrzona na podbój szkoły.

Spodobało mi się to bardzo.

Nagle okazało się, że w moim owszem, przepastnym biurku (mam takie jakby pocztowe, dębowe i wielkie, z ogromnymi szufladami), zrobiło się nagle więcej miejsca i bardzo mi się to spodobało. Kiedy po odświeżeniu pierwszego pomieszczenia, teraz przygotowanego na sypialnię, zaczęliśmy przenosić pierwsze meble, ogromną szafę zostawiliśmy na sam koniec. Kiedy przyszedł na nią czas, wszystko z niej wyjęłam, ubrania poskładane, powieszone – ale i te w nieładzie, pudła, zapasowe kołdry, poduszki, i wolę nie pisać co jeszcze. 😄 Wywaliłam to wszystko na ogromną stertę i się zaczęło. Chyba podświadomie wiedziałam co muszę zrobić, a co odwlekałam już od dość dawna. Przygotowałam sobie kilka dużych worków i zaczęłam selekcję. 

Zawartość mojej szafy.
Ryzunek znalazłam u Rynn Rysuje. Skontaktowałam się z autorką i otrzymałam zgodę na jego wykorzystanie we wpisie. 🙂

Ten rysunek jest nadal bardzo aktualny.

Postanowiłam być brutalna i nie zostawiać niczego na „może kiedyś mi się przyda” – robiłam tak już wcześniej a kilka miesięcy później i tak to oddawałam albo wywalałam. Teraz więc zupełnie bez wyrzutów sumienia rozstawałam się z ubraniami, których dawno nie nosiłam i wiedziałam, że na pewno ich już nie założę. Z resztą zrobiłam tak nie tylko z ubraniami. Zebrało się tego 8 sporych worków. Na szczęście do głowy mi nie przyszło, żeby robić zdjęcia i dokumentować cały proces. Zapewniam, widok byłby drastyczny. Fajnie, że są w moim miasteczku miejsca, gdzie można oddawać niepotrzebne, ale nadające się do użycia rzeczy. Nie są one wielkie, więc chyba jeden z nich niemal całkowicie zapełniłam. 😀

Czuję się z tym fantastycznie!

Teraz, kiedy mam to już za sobą, jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Remont, odświeżanie i odchudzanie mieszkania był super, choć zdaję sobie sprawę i pewnie czasami pomyślę, że mogłam czegoś tam nie oddawać. Tak czy inaczej, odzyskana przestrzeń na półkach, w szufladach, na wieszakach pokazuje, że wcale nie potrzebowałam tych wszystkich ubrań oraz innych rzeczy.

Dochodzę do wniosku, że za rzadko robię czystki minimalistyczne. Tak wiem, możesz mi zadać pytanie – Po jaką cholerę w takim razie tyle tego kupujesz??!! No cóż, ograniczam się coraz bardziej świadomie już od jakiegoś czasu, więc mam nadzieję, że i nad tym również uda mi się zapanować. Nuż nawet zaczęłam. Mój Małż zapytał mnie kilka dni po tej selekcji – To kiedy się wybierasz na zakupy, żeby uzupełnić braki w garderobie? Jak On mógł! W odpowiedzi usłyszał – Nie wybieram się. Więc chyba jestem na dobrej drodze.

Codzienna dawka minimalizmu!

W moim kalendarzu miałam kiedyś niemal codziennie zapisane, żeby przynajmniej 15 minut dziennie poświęcać właśnie na odgruzowanie swojej przestrzeni i minimalizm, ale najważniejsze, że codziennie. Chyba do tego wrócę. Naturalnie nie mam zamiaru popadać w skrajność i nie chcę unikać wszelkiego rodzaju udogodnień, ale dla własnego zdrowia psychicznego, muszę takie akcje robić przynajmniej co kwartał. Może nie remontowe, tylko przegląd moich zasobów, żeby mieć pod kontrolą moją chęć magazynowania wszystkiego.

Jeszcze jako nastolatka zarzucałam mojej mamie, że nic tylko zbiera te klamoty i tak zwane przydasie. A teraz co???!!! Sama robię dokładnie to samo! Jako kontynuacja, może następna na tapetę pójdzie spiżarnia, choć powinnam napisać graciarnia. 😊

Napisz proszę, jak Ty radzisz sobie z minimalizmem, odgruzowaniem przestrzeni wokół siebie. Bardzo jestem tego ciekawa i nadal szukam „bezbolesnych” inspiracji i sposobów na radzenie sobie ze zbieractwem i magazynowaniem wszystkiego na czas pod tytułem „może kiedyś się przyda”. Daj znać!

Buziaki,

Beata.

Zachęcam także do przeczytania całej serii „Przeorganizuj swoje życie”.

Materiały źródłowe

Warto przeczytać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *