Kwiecień – miesiącem bez kupowania.

Kwiecień - miesiącem bez kupowania.

Kwiecień – miesiącem bez kupowania.


Zanim przejdę do samych konkretów, chciałabym Ci naświetlić sprawę.

Kwiecień – miesiącem bez kupowania w roku 2016 roku, dla mnie po raz pierwszy miesiącem bez kupowania. Od czego się wszystko zaczęło? Już z końcówką roku 2015 rozpoczęłam poszukiwania idealnego planera, kalendarza. Dodam tylko, że rok 2015 był dla mnie rokiem przełomowy, dlatego tak bardzo utkwił mi w pamięci.

Zajęło mi to ładnych kilka wieczorów aż w końcu trafiłam na kalendarz Commit30. Niestety nie ma on polskiej wersji językowej, jest tylko wersja anglojęzyczna. Dlaczego ten kalendarz tak bardzo mi się spodobał? Ano dlatego, że ja zawsze miałam problemy z ustalaniem celów, szczególnie tych długofalowych. Nie żebym potrafiła idealnie ogarniać te krótkie, ale te długoterminowe przysparzały mi najwięcej trudności. Nie wiedziałam jak się do tego zabrać.

Tu właśnie pomógł mi kalendarz Commit30. Kupiłam wersję cyfrową, która naprawdę kosztowała niewiele. Z USA wersja papierowa szła by naprawdę dość długo i nie byłaby najtańsza. Sama wydrukowałam i podziurkowałam strony. Ze starego notesu wyjęłam metalową sprężynę i tak oto miałam swój nowy kalendarz za niewielkie pieniądze. W tym momencie chciałam dodać, że nie jest to żaden post sponsorowany, jedynie moja prywatna opinia. 🙂

Tak naprawdę od tego wszystko się zaczęło.

W tym kalendarzu jest sekcja Wizje na cały rok. Wizje obejmują 12 różnych dziedzin życia: zdrowie fizyczne, małżeństwo, zabawa, zdrowie psychiczne, rodzina i przyjaciele, przygody i podróże, zdrowie duchowe, kariera, społeczeństwo i wspólnota, rozwój osobisty, dom, finanse.

Fajny i prosty sposób by rozpisać to, co jest dla mnie ważne w tych dziedzinach i co chciałam zrobić, by te aspekty mojego życia rozwijać, tak, jak chciałam by rok 2016 wyglądał. Jak wiemy, samo spisanie ich na papierze nie zadziała. Dlatego też, na kolejnej stronie są tak zwane cele miesięczne. I to właśnie urzekło mnie najbardziej.

Dobrze jest mieć wizję tego co chce się osiągnąć. Ale trzeba to jakoś rozpisać na działania i właśnie ten etap 30 dniowych celów mi w tym pomógł. Na kartach miesięcy rozpisałam więc swoje, tak zwane małe cele. W sekcji danego miesiąca (kiedy już do danego miesiąca dotrzemy) jest strona gdzie ten cel można rozpisać na konkretne kroki i działania. I co się okazało? Ano okazało się, że w ten sposób udało mi się naprawdę wiele osiągnąć. Wiem, dla niektórych to co zaraz napiszę o Kwietniu, nie jest spektakularne, ale od czegoś trzeba było zacząć. A to był dla mnie początek z takim prawdziwym realizowaniem celów, a nie tylko gadaniem o celach. Jedne miesiące poszły mi lepiej inne gorzej, ale trening czyni mistrza.

Sesja Ogólna Sesja Ogólna

Konkrety – czyli jak ugryźć tego Słonia

Tak więc do sedna. Kwiecień zaplanowałam sobie jako miesiąc recyklingu i NIE kupowania. Oczywiście nie chodzi tu o zupełne wyeliminowanie zakupów. Jedzenie i inne podstawowe produkty trzeba przecież kupować niemal codziennie. Chodzi o to, że kiedy zabrałam się za porządki, przeraziła mnie ilość rzeczy kupowanych na zapas. Kosmetyki, chemia gospodarcza itp. Miałam dosłownie kilka farb do włosów kupionych na zapas. 6 żeli pod prysznic. Po 4 szampony i odżywki do włosów. Nie wspomnę już innych kosmetyków do włosów i ciała. Płynów do prania i płukania czy mycia podłogi miałam dosłownie zapas na kilka miesięcy. Kiedy innego razu porządkowałam komodę i szafę okazało się że mawiałam (jak większość kobiet), że nie mam co na siebie włożyć. Okazało się natomiast, że ubraniami i bielizną mogłabym obdzielić przynajmniej ze 2 inne kobiety.

Co mi pokazało, jak konkretnie się do tego zabrać? Przeczytajcie w poście „Plan przed-urlopowy”. Tam odkryjecie całą tajemnicę.

Stwierdziłam, co za dużo to nie zdrowo. Nie można tak bez końca robić zapasów. Często okazywało się, że zamiast stosować zasadę FIFO (pierwsze kupione, pierwsze użyte), robiłam dokładnie odwrotnie. „Dzięki” temu marnowałam – bo wyrzucałam produkty – a co za tym idzie wyrzucałam pieniądze w błoto, a dokładnie do kosza. Tak też wiosną 2016 roku narodził się pomysł recyklingu i miesiąca bez kupowania. Nie uwierzycie co się stało. Okazało się, że kosmetyków do pielęgnacji ciała nie musiałam kupować nie przez miesiąc a przez dwa. Kosmetyków do makijażu mogłam nie kupować także przez prawie 3 miesiące.

Niektóre niemało kosztowały i dosłownie padłabym chyba, gdybym musiała je wyrzucić. Inne nierozpakowane leżały już kilka miesięcy na półce. Powinnam dodać już chyba na początku, że notesy, długopisy, mazaki itp to chyba jedna z moich większych słabości. Mam tego zawsze zapas przynajmniej na rok, jeśli nie lepiej.

Więcej na ten temat możesz przeczytać w moim poście „Remont, odświeżanie i odchudzanie mieszkania.”

Tak na marginesie, jak już uporządkowałam swój magazynek, wyglądał jak dobrze zaopatrzone półki sklepowe, tyle tego było. Nie miałam miejsca na miski, garnki i inne sprzęty domowe.

Naturalnie, nie było to łatwe. Najpierw pomyślałam, że nie będę nosiła przy sobie gotówki. To nie pomogło, zazwyczaj płacę kartą. Zrobiłam natomiast kilka innych rzeczy. Za każdym razem jak jechałam na zakupy (najczęściej z siostrą), poprosiłam ją, że jak zbliżę się do chemii, kosmetyków, działu z bielizną – ma mi dosłownie dać po łapach. Mało tego. Zrobiłam jeszcze jedną rzecz i ta była chyba najtrudniejsza. Przestałam jeździć na zakupy (co dla mnie było formą relaksu). Wiem, straszne ale prawdziwe. Ciężko mi było odmówić sobie tej niewątpliwej dla mnie przyjemności. Do zakupoholiczki mi daleko, ale nie raz i nie dwa jechałam na zakupy tylko po to, żeby poprawić sobie nastój, bądź dla rozrywki. To dopiero jest marnowanie czasu i pieniędzy.

Przepełniała mnie duma – tylko nie było ku niej powodów.

Kiedy w domu rozpakowywałam zakupy, sama z siebie byłam dumna, bo przecież kupiłam tylko rzeczy potrzebne w domu lub dla mnie. Nie zwracałam tylko uwagi, że mam tych rzeczy już niezły zapas. Podczas miesiąca bez kupowania i recyklingu, raz mi się nie udało. Kupiłam sobie koszulkę do biegania (wówczas biegałam, teraz chodzę na fitness albo wybieram jogę). Jak wspomniałam, nikt nie jest doskonały. 😉

Stosuję jednak małe odstępstwo od reguły. Jestem alergiczką i używam żelu pod prysznic, który bardzo często w szybkim tempie znika z półek.

Więc tego jednego mam zawsze zapas 2-3 butelek. To wszystko!. 🙂 To także było początkiem mojej przygody z oszczędzaniem. Jak już udało mi się przez kilka miesięcy przestać kupować na zapas, po zalogowaniu się na moje konto w banku, okazało się, że uzbierała się tam niemała suma. Można? Można!

Mało tego, zaczęłam więc oszczędzać. Jeszce wówczas nie wiedziałam na co i po co odkładam część swoich dochodów (poza oczywistym – na czarną godzinę). Potem przyszedł i pomysł i na to. Jednak o tym kiedy indziej.

Małe cele – to jest to.

Dodam jeszcze jedną, bardzo istotną rzecz. Kiedy planowałam Kwiecień – miesiącem bez kupowania, wpadłam na pomysł, że aby taki plan powiódł się, powinnam sobie wymyślić nagrodę. Plan z celami na każdy miesiąc robiłam na przełomie roku 2015/2016, więc jeszcze nie wiedziałam, że popełniam największy błąd. Jako nagrodę wymyśliłam sobie zakup wymarzonej torebki. Potem przerodził się on w zakup planera PSC (przeczytacie o PSC – Pani Swojego Czasu w poście „Plan przed-urlopowy”).

Dopiero w Kwietniu zorientowałam się, że to co tak usilnie chcę zwalczyć, nie może być przecież moją nagrodą. Skoro już się zorientowałam, że wybrałam sobie złą nagrodę, zmieniłam ją po raz trzeci. Postanowiłam przeznaczyć swój czas i pieniądze na wyjazd integracyjny w pracy. Sami go organizowaliśmy i firma nie fundowałam nam niczego poza opłaceniem transportu. Początkowo nie chciałam jechać i wydać na to pieniędzy. Okazało się, że to była dobra decyzja. Dzięki połączeniu wszystkiego w całość, przez rok naprawdę udało mi się osiągnąć o wiele więcej, niż w poprzednich kilku latach razem wziętych.

Tak więc, w tym roku (update na 2020) ponownie realizuję ideę Kwiecień – miesiącem bez kupowania i zużywania tego co mam w domu. Warto co jakiś czas wprowadzić sobie taką zasadę. Zdziwicie się, ile macie zapasów w domu. Mało tego, niezłe z takiego działania są oszczędności w domowym budżecie. 🙂

Polecam

W tym miejscu chciałam Ci też polecić książkę Kararzyny Wągrowskiej z Ograniczam się pod tytułem „Życie zero waste”. Genialne wskazówki jak zużywać tego co mamy w domu i przy tym nie generować (prawie) śmieci. 🙂


Zapraszam do przeczytania „Plan przed-urlopowy”.

Materiały źródłowe

Warto przeczytać

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *