Jak znalazłam karty, lub może jak one znalazły mnie.

Jak znalazłam karty, lub może jak one znalazły mnie.

Kiedyś rozmowa z jedną z osób dla której kładłam karty, skłoniła mnie do opisania tego, jak zaczęła się moja przygoda z Tarotem (pozdrawiam Pani Marzeno).

Karty same w sobie lubiłam od zawsze. Bardzo często układałam pasjanse zwykłymi kartami (do dziś to lubię). Próbowałam nawet przypisywać im jakieś znaczenia i „udawać” że używam tych kart do dywinacji. Nawet spisałam znaczenia kart klasycznych – ale w zawierusze czasu gdzieś je wywiało. Nie żebym lubiła specjalnie gry karciane, owszem remika, ale poza tym nie. Tak więc z kartami lubiłam obcować niemal od dziecka.

Natomiast, karty zawsze były dla mnie czymś więcej. Chyba już wtedy myślałam o nich jak o narzędziu, które można wykorzystywać w innym celu niż tylko do gier.

Więc, jak znalazłam karty?

Otóż wiele lat temu, kiedy byłam jeszcze całkiem młodą nastolatką, zobaczyłam na wystawie karty Tarota. Weszłam do naszej lokalnej księgarni (mieszkałam i nadal mieszkam w niewielkim miasteczku – choć fakt wieś to to nie jest, wszak prawa miejskie ma;) ), nieśmiało zapytałam o te karty. Gdy zapytałam czy mogę je obejrzeć, Pani w księgarni powiedziała mi że przed zakupem „TYCH” kart nie wolno ich oglądać. Taka byłam zmieszana że je kupiłam (okazało się że sporo kosztowały, wydałam całą swoją zachomikowaną kasę). Były to karty Pani Jaśniak o ile się nie mylę, takie czarno białe. Jedynym kolorowym akcentem były atrybuty kart. Zawsze byłam bardzo nieśmiałą młodą osóbką i dziwię się skąd wzięłam odwagę by zapytać o te karty. Wiecie jak to jest, w małych miasteczkach wszyscy o wszystkim wiedzą. To były czasy, kiedy nie bardzo chciałam się chwalić swoimi zainteresowaniami.

Co mnie pchnęło ku „TYM” kartom? Nie wiem, choć próbowałam sobie nieraz przypomnieć co czułam patrząc przez szybę na te karty. Może jakaś siła wyższa. Może poprzez dość trudne dzieciństwo, moje zainteresowania poszły w stronę ezoteryki, żeby poszukać odpowiedzi na to czego nie widać. Być może intuicja.

Miałam po jakimś czasie przerwę od kart. Nie używałam ich tak naprawdę do celów dywinacyjnych, raczej do uczenia się Tarota, do zapoznania się z ich znaczeniem. Dopiero jak później kupiłam karty Waite’a, zaczęłam stawiać karty innym. Do dziś kilka talii się uzbierało.

Tak więc nie kryje się za tym żadna mroczna tajemnica, aczkolwiek nie do końca zrozumiałe jest i dla mnie samej co mnie ku „TYM” kartom pchnęło.

Jeśli sami interesujecie się kartami, przeczytaj post Kilka porad dla początkujących.

Warto przeczytać

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *